„…bo boję się prawdziwej miłości i czuję przed nią respekt."

Tak właśnie powiedział Gustav Klimt. W swoim życiu nigdy się nie ożenił, ale miał za to wiele kochanek. To też było jednym z powodów, dlaczego artysta skoncentrował się w swych portretach (nie wliczając w to wczesnych obrazów) wyłącznie na wizerunkach kobiet. Portrety i rysunki pozwalają określić go jako jednego z największych malarzy erotycznych w historii sztuki.

Klimt nie ogranicza się do tworzenia aktów wyłącznie młodych kobiet, lecz również maluje wszystkie formy kobiecości, zarówno ciążę, wiek i utratę cielesnej urody. Zgodnie z duchem czasu kobiecość jest dla Klimta podporządkowana naturze, której porządkowi stawania się i przemijania daje wyraz w portretach kobiet.

U szczytu swojej twórczości Klimt wplata postacie kobiet znajdujące się na jego portretach w ornamentalny system. Służy reprezentacji, ale dzięki skoncentrowaniu środków malarskich na twarzy i dłoniach stwarza dystans pomiędzy oglądającym, a postacią na obrazie. Artyście udaje się również wytworzyć atmosferę napięcia pomiędzy oglądającym, a przedstawionymi postaciami, która w pewnym stopniu jest powodem tej szczególnej fascynacji, od dawna wyróżniającej portrety kobiet w twórczości malarza.

Dlatego też myślę, że jeżeli ktoś przypadkiem znajdzie się w Wiedniu, koniecznie powinien pójść do Belwederu, by przyjrzeć się z bliska dziełom Klimta. Szczególną uwagę zwraca przede wszystkim „Pocałunek”, najbardziej popularny obraz artysty. Wiedeń jest pełen jego twórczości. Nie tylko w formie obrazów, lecz także zdobień budynków.

Autor: Uczennica Liceum Plastycznego w Supraślu