Samotność

Samotność jest ciężkim i nieodzownym warunkiem istnienia.” 

                                                                               Joseph Conrad

Prostokąt pionowy, to kształt obrazu Boznańskiej „Dziewczynka przy oknie” z ok. 1890 roku. Dość formalne stwierdzenie, ale większość jej dorobku to prawdopodobnie obrazy prostokątne, pionowe lub poziome. Doprawdy zabawne, w jakim stopniu to czy obraz jest malowany poziomo lub pionowo wpływa na nasze wrażenia.

Natomiast cała opowieść zamyka się w czterech ramach, choć wydaje mi się, że za chwilę całość w dziwny sposób „eksploduje” spokojem. Przyłapuję się na tym, że nie chcę więcej patrzeć na ten obraz, ponieważ męczy mnie coś. Jakaś cząstka mnie wyczuwa niepokój, pomimo wrażenia pozornego spokoju. Ogólna statyka i spokój formy, aż do momentu znudzenia.

Dziewczynka przy oknie, to ona jest centrum obrazu i pierwszym planem. Kompozycja zamknięta jest w trójkącie. Sportretowana wydaje się wypełniać całą sobą przestrzeń. Zwrócona jest do widza prawym profilem, nieco przygarbiona, upozowana i zadumana, w odosobnieniu. Siedzi na parapecie, a jej wzrok jest jakby za mgłą. Patrzy tępo i uporczywie w jeden punkt. Samotna, nad czymś medytuje, zastanawia się. Usiadła przy oknie – jedynym źródle światła w tym udręczonym myślami pokoju. Dłonie trzyma razem. Połączyła je ze sobą, prawy łokieć oparła o prawe udo, a lewy zapewne opiera się o futrynę okna. Prawa noga napięta, podtrzymuje ciężar ciała, opuszczona w dół. Lewa nieco wyżej, ugięta w kolanie, podtrzymuje nadgarstki dziewczyny. W takiej pozie musi być jej wygodnie.

Może przez to okno wpadnie promyk, choć na chwilę, aby wybudzić ją ze snu, aby porwać jej zatroskaną twarz i uwolnić uśmiech? Jednak światło już tam jest. Oblewa jej piękny zgrabny profil cienką, ciepłą strużką. Bliki ciepłego i barwnego światła odbijają się w plisach sukienki, potem tańczą na jej różowym podbródku i policzku. Włosy splecione w warkocz, zwieńczony dumnie granatową kokardą na czubku głowy. Tak wygląda najładniej. Wszystko w tym momencie wydaje się być tak samo ważne. Twarz, suknia oraz zieleń pejzażu za oknem.

A ona zachowuje się tak, jakby nic co wokół niej nie było istotne. Ciemny pokój, ona w letniej sukni, za oknem zielono, jest pewnie wczesne lato. Dlaczego tam dalej siedzi i nie idzie do ogrodu, aby beztrosko delektować się lekkim powietrzem? Dlaczego w dalszym ciągu tkwi z nieruchomym, szklanym wzrokiem? Dlaczego nie wstanie, nawet nie odwróci głowy ku nam? Jest niczym melancholia z obrazu Albrechta Durera. Cóż za spokój a także – paradoksalnie – niepokój drzemią w tym obrazie. Melancholia, tkliwość i znudzenie czymś.

Opowieść Boznańskiej utrzymana jest w stonowanych barwach, a zarazem przeładowana kolorem, treścią. Dziewczynka wypełnia ramy całą sobą, w swej zwiewnej białej sukni. Z wyraźnym profilem, w sukni zaakcentowanej silnym i zdecydowanym duktem pędzla, sprawia wrażenie, że jej przedramiona toną w bufach zwiewności materiału sukienki. Szeroka gama barwna przezwyciężona jest przez szarości, brązy pogłębiające atmosferę melancholii i skupienia, przełamane zielenią sączącą się zza okna, pełną soczystości, ciepła oraz słońca. Barwy mieszają się w niewyraźną jedność, w jeszcze większą szarość i znudzenie, przezwyciężone przez biel sukni i zieleń.

Czuję pewnego rodzaju niechęć do tego obrazu. Myślę o przymusie spoglądania na smutną dziewczynkę. Kolory są zabrudzone, nudne, przełamane akcentem zieleni i bieli. Całość utrzymana jest w ciepłej tonacji kolorystycznej. Poza tym smutek, melancholia, nuda wyciekające z ram. Spokój, ale także niepokój. Dwa pojęcia wykluczające się.

Wszystko zaczynamy postrzegać inaczej, jeśli widzimy całokształt twórczości Olgi Boznańskiej, a nie tylko jedną z wielu części. Patrzę na obraz i w pierwszym odczuciu nie podoba mi się. Jednak, im dłużej na niego patrzę, widzę, że jest w nim coś więcej. Drzemie w nim ukryta moc i znaczenie. Podążając dalej tym tropem zaglądam w galerię prac Boznańskiej i dostrzegam, że ten obraz czymś się różni od pozostałych, a także ma coś wspólnego z nimi. Jest nieco inny w kolorze, sposobie tworzenia. Suknia wydaje się być malowana szybko i zdecydowanie. W pewnym stopniu jest częścią opowieści artystki, przepełnioną emocjami. Dzięki prostym przekazom – barwie, duktowi pędzla, kształtowi płótna – wciągnęła mnie w opowieść. Poszłam z nią na spacer oglądać kolory. Przez pewną chwilę stałam się dziewczynką przy oknie. Siedziałam tak jak ona w pełnej zadumie i samotności. Bo właśnie o tym to może być opowieść. O samotności i zadumie.

Autor: Agnieszka Godlewska, kl. III, Uczennica Liceum Plastycznego w Supraślu

Nauczyciele prowadzący: Maria Doroszew, Marzanna Polkowska