Chwila

Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same.” 

                                                                                          Phil Bosmans

Dzień swoją szumiącą szarością dał o sobie znać wcześnie rano, tłukąc się o liście i o szyby w oknie. Szmer monotonnie płynął przez korytarz, napływając przytłumionym strumieniem z zewnątrz.

Ona (dziewczynka z obrazu Olgi Boznańskiej) siedziała spokojnie przed tym widokiem, patrząc, jak ciemne, tłuste chmury oblepiały niebo ponad sobą. Zazdrosne i chciwe, wciąż z zaciekłością protestowały przeciwko sile podmuchów wiatru, która cierpliwie odrywała ich cielska od błękitu.

Udało mi się zobaczyć jeden promień światła, który jak łza wypłynął z okna i osiadł na jej twarzy. Niespotykanie kapryśne z niego stworzenie – potrafi chować się między obłokami tak długo, aż nieliczni tylko przywołać mogą jego wspomnienie, tak radosne i kruche zarazem, że strach przed ulotnością nie pozwala spoglądać nań zbyt często.

Tymczasem dla tej jednej krótkiej chwili, chcąc jeszcze bardziej wzbogacić jej cichą podniosłość swym ciepłym oddechem, nieśmiało prześlizgnął się przez liście i otulił złotym tiulem różową skórę. Zatańczył lekko na złotych włosach, które splecione spały na jej plecach, ucałował delikatnie czubek zamyślonej głowy i wybiegł jeszcze szybciej, niż się pojawił. Ona spoglądała przez chwilę za nim, otulona jasnością w błyszczących barwach swej sukienki, która pochłaniała wszystkie różowe i żółto-zielone tchnienia świata. Niewielka jego część odpoczywała teraz pod ciepłym dotykiem, rozbrzmiewając zapachem soczystej barwy wczesnego lata.

Widziałam w krótkim mgnieniu nabrzmiałą życiem zieleń, która dysząc ciężko spijała miodową, świetlistą strużkę. Leżała na brunatnej ziemi, dygocąc lekko od podmuchów błękitnego wiatru, a srebrzyste odblaski, ostre jak igiełki, wędrowały do okna. W ich świetle rozsypała się błękitna muzyka, prawie niedostrzegalna, cicha jak oddech – w niej utonęła cała zieleń i złoto, którymi przetkana była biała sukienka, lekkie strzępy nieuchwytnej mgły.

Jeden promień światła zatoczył krąg wokół drobnej postaci przy oknie i wybiegł, przestraszony moją obecnością.

Krótki błysk odbił się na trwale w mojej pamięci, ale nie chciał pozostawać długo w zamknięciu, więc jak najszybciej postarałam się go uwolnić. Odnalazłam moment w czystych kolorach, świeżych jak dziecięca radość. Jej twarz, kontemplująca w ciszy magię świetlistej zabawy, niewidoczna dla mnie i nieodgadniona, pozostanie tajemnicą dla każdego widza.

Autor: Uczennica Liceum Plastycznego w Supraślu

Nauczyciele prowadzący: Maria Doroszew, Marzanna Polkowska