Recenzja wystawy prac Z. Beksińskiego w Muzeum Okręgowym w Suwałkach

Obok prac Zdzisława Beksińskiego nikt nie jest w stanie przejść obojętnie. Każdego wrażliwego na sztukę odbiorcę fascynuje enigmatyczny klimat dzieł, zaakcentowany opanowaną do perfekcji techniką; obrazy wyglądają niemal zbyt idealnie i gładko, by przedstawiać cokolwiek innego niż hiperrealistyczne oddanie rzeczywistości – a przynajmniej ma się nadzieję, że nie są one odzwierciedleniem czegoś prawdziwego. Groteskowo zdeformowane ciała zdają się nie dawać nam spokoju, poszturchują nasze myśli swoimi chudymi, bladymi dłońmi, zmuszając do poświęcenia im uwagi. Zaczynamy się zastanawiać: czy coś, co jest jedynie kreacją wyobraźni, jedynie oddaniem emocji artysty, czy też może każdego z nas, jest materialne i prawdziwe? Czy oglądając te obrazy, patrzymy w lustro? Niestety nie znam odpowiedzi na te pytania i wolę, aby pozostały retoryczne, jednak wizyta w suwalskim Muzeum Okręgowym zdecydowanie przybliżyła mnie do rozwikłania tej zagadki.

Od zdjęć, przez rysunki i zmodyfikowane komputerowo obrazki, aż do legendarnych obrazów – wizyta ukazała nam cały przekrój geniuszu artysty. Będąc swoim własnym przewodnikiem nietrudno byłoby się pogubić, zarówno pod względem intelektualnym, jak i przez prozaiczny natłok bodźców. Na szczęście imponująco obeznana w temacie pracownica muzeum nakreśliła nam życiorys geniusza, a następnie oprowadziła po salach o wątpliwym oświetleniu- i tutaj zacznę narzekanie. Prace Beksińskiego powinno się chłonąć w odpowiednich warunkach. Nie chodzi oczywiście o rozstawianie mrocznych ołtarzyków czy ścieżkę dźwiękową Nosferatu grającą cicho w tle. Wystarczyłoby przemyślane rozstawienie lamp, których światło nie odbijałoby się od każdej ciemnej, pokrytej farbą powierzchni, czyli, jakby nie patrzeć, sporej części wystawionych dzieł.

Oczywiście ten jeden szkopuł nie zdołał przyćmić niesamowitego wrażenia, jakie zrobiły na mnie oglądane prace. Poprzeczka była wysoko – zarówno ja, jak i osoby, z którymi udało mi się na ten temat porozmawiać, mieliśmy wyjątkowo pełne nadziei nastawienie, które przerodziło się w ogromne podekscytowanie, gdy tylko wizja podziwiania obrazów tak niesamowitego artysty stała się realna. Wspaniałość oraz zróżnicowanie wystawy przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Każdy odwiedzający opuści muzeum bogatszy o solidną wiedzę na temat twórczości Beksińskiego. Od artystycznego raczkowania po ostatnie dzieło – można zobaczyć wszystko. Patrząc na obraz zainspirowany ideałem kobiety Tomasza Beksińskiego ma się wrażenie, iż stoi się oko w oko z duszą legendy, a widok zdjęć, na których znajdowała się Zofia – żona artysty, przepełnił mnie ciepłym, nostalgicznym uczuciem. Nie ma w końcu nic lepszego, niż poznać tę bardziej ludzką, bezbronną stronę sztuki.

Autor: Magdalena Karczewska, Uczennica Liceum Plastycznego w Supraślu