Życiorys błękitnego człowieka (Andrzej Wróblewski)

           „Błogosławiony ten, który żyje w pokoju. Nie ma na ziemi większego szczęścia” – napisał kiedyś Matthias Claudius. Miliony ludzi nie miały możliwości dostąpienia takiego zaszczytu. Konflikty zbrojne oprócz zniszczeń gospodarczych, cierpienia ludzi, nie pociągają za sobą wymiernych do ich brutalności i okropności korzyści. Prowadzą jedynie do degradacji społeczeństwa, a przez obcowanie z brutalnością, śmiercią, bezsilnością wobec niej pociągają za sobą zmiany w psychice ludzi, którzy przeżyli pożogę wojny. Tak też było z Andrzejem Wróblewskim – polskim malarzem, historykiem sztuki i krytykiem.

           Druga wojna światowa nie oszczędziła rodziny Wróblewskich. Podczas rewizji domu przez wojska sowieckie na oczach kilkunastoletniego Andrzeja zmarł na zawał serca jego ojciec. To zdarzenie wywarło silny wpływ na młodego chłopca, co można poznać po motywie śmierci – nierozerwalnym elemencie jego dojrzałej twórczości.

          Początkowo artysta malował abstrakcje, jednak w wieku 21 lat ujawnił swoją buntowniczą, indywidualistyczną naturę i założył z przyjaciółmi Grupę Samokształceniową. Był to wyraz sprzeciwu wobec profesorów – kapistów uczących w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Według założeń Grupy sztuka powinna być współczesna, realistyczna, miała wzbudzać skojarzenia i silne emocje. Jednak zrzeszenie malarzy w pewnym momencie się rozpada, Andrzej Wróblewski zostaje sam. Jest to artysta samodzielny, stale poszukujący, którego nie da się w jednoznacznie określić. Nawet kiedy w latach 50. opowiadał się po stronie socrealizmu, jego obrazy nie spotkały się z akceptacją ze strony władz. I może właśnie to zagubienie jest dla współczesnego odbiorcy tak aktualne?

        Twórczość Wróblewskiego składa się z szeregu sprzeczności. Artysta starał się opisać rzeczywistość po katastrofie wojny, rzeczywistość, która jest pełna napięć, niebezpieczeństw. Świat żywych przenika się ze światem umarłych. Raz żywa jest matka z umarłym dzieckiem, raz żyje dziecko z umarłą matką. Charakterystyczne u artysty jest przedstawienie zmarłych w niebieskich, błękitnych kolorach. Są do odcienie śmierci, zapomnienia, smutku.

       Jednym z najbardziej znanych cykli jest „Rozstrzelanie” z 1949 roku. Sylwetkom ludzkim w naturalnych barwach towarzyszą błękitne sobowtóry o konwulsyjnie wykręconych ciałach i skrzywionych bólem twarzach. Proces gwałtownego umierania w wyniku rozstrzelania zostaje niezwykle sugestywnie przedstawiony.

       Innym znanym cyklem jest „Ukrzesłowienie”, gdzie postacie ludzkie „zrastają się” z meblami. W twórczości malarza następuje coraz większe zainteresowanie ciałem jako przedmiotem, skorupą. Nie ma już człowieka, są wnętrzności, martwa twarz, ubezwłasnowolnienie.

      Charakterystyczną i zagadkową cechą malarstwa Wróblewskiego jest wykorzystywanie dwóch stron płótna. Nie wiadomo, czy chodziło tu o kwestie materialne, jednak ciekawe są połączenia tematyczne obrazów na jednej płaszczyźnie. Z jednej strony mamy na przykład likwidację getta, z drugiej – abstrakcyjnego i metaforycznego Niebieskiego Szofera.

      Twórczość ostatnich lat Wróblewskiego cechuje obsesja związana ze śmiercią. Artysta umiera młodo, przed swoimi trzydziestymi urodzinami, podczas wycieczki w Tatry. Nie wiadomo, czy powodem jest zawał serca, czy też próba samobójcza człowieka zmęczonego życiem i koszmarami przeszłości wojennej. W pamięci odbiorców obrazów pozostaje on niebieskim człowiekiem, artystą intrygującym, przedwcześnie odeszłym do tego drugiego, błękitnego świata.

 

Autor: Katarzyna Dulko, Uczennica Liceum Plastycznego w Supraślu