Agnus Dei

baran

Agnus Dei, Francisco de Zurbarán, 38 cm × 62 cm, 1635-1640,

Zbiory Muzeum Prado w Madrycie, Hiszpania

Muzeum Prado w Madrycie

To jedno z najważniejszych i najbogatszych muzeów na świecie. Moim zdaniem również jedno z najpiękniejszych muzeów. Zostało utworzone w 1819 r. przez króla Ferdynanda VII na prośbę jego drugiej żony, Marii Izabeli Braganza. Oryginalny, klasycystyczny budynek, zbudowany w roku 1785 według projektu Juana de Villanueva, był kilkakrotnie rozbudowywany w XX wieku. Muzeum to znajduje się przy ulicy Calle Ruiz de Alarcón 23. Aktualnie w Muzeum Prado znajduje się około 7.600 obrazów, 1.000 rzeźb, 4.800 miedziorytów, 8.200 rycin oraz niezliczona liczba rzeźb, elementów sztuki dekoracyjnej i dokumentów historycznych. Ponadto 3.100 najrozmaitszych dzieł sztuki jest wypożyczona lub poddawana renowacji. A więc jeden dzień to zdecydowanie za mało, aby nacieszyć wzrok licznymi dziełami i nie odejść z poczuciem niedosytu. Ściany tam uginają się od obrazów. A z każdym krokiem pragnie się zobaczyć coraz więcej i więcej, i więcej… Dwa piętra tego wspaniałego muzeum podzielone są na szereg mniejszych i większych sal. Ściany wypełnione obrazami zdają się ciągnąć w nieskończoność, a na każdym zakręcie pojawiają się wciąż nowe pomieszczenia. Chodząc po nim podczas wycieczki klasowej organizowanej przez nasze Liceum Plastyczne w Poznaniu tylko przez 3 godziny, ponieważ więcej czasu nie mieliśmy razem z Gosią zrobiłyśmy 7 tysięcy 489 kroków, co daje równowartość około 5 km, a i tak nie zdołałyśmy obejrzeć wszystkich dzieł. Niestety! W moim odczuciu najwięcej miejsca zostało poświęcone malarstwu hiszpańskiemu (co w sumie nie jest dziwne). Można by prześledzić całą jego historię, od obrazów powstałych jeszcze w XII wieku, po te z początku XX wieku. To tam znajdują się najważniejsze działa takich artystów, jak: El Greca, Diego Velázqueza, Francisca de Goyi, Andrei Mantegny, Sandro Boticellego, Fra Angelico czy Annibale Carracci, Caravaggia, Tycjana, Hieronima Boscha, Rogiera van der Weydena, Jana van Eycka, Petera Paula Rubensa, czy też Francisco de Zurbarána. A właśnie!

Francisco de Zurbarán
To moim zdaniem jeden z najznakomitszych hiszpańskich malarzy. Malarz epoki baroku, będący jednocześnie przedstawicielem caravaggionizmu i szkoły sewilskiej w malarstwie hiszpańskim. Urodził się przed 7 XI 1598 (ponieważ jest to data chrztu) w Fuente de Cantos. W pierwszym etapie swojej wspaniałej twórczości po prostu kopiował styl i tematy, jak i całe obrazy wielkiego Caravaggio, dzięki czemu później, w swoich oryginalnych pracach, nadal był pod ogromnym jego wpływem. To właśnie przez takie prace zyskał w kolejnych latach miano hiszpańskiego Caravaggio. Malował głównie na zamówienia klasztorów. Od 1614 uczył się w warsztacie P.D. de Villanuevy w Sewilli. W roku 1617 wyjechał do Llereny, później wrócił i na stałe zamieszkał w Sewilli. Dzieła Zurbarána spotkały się z dużym uznaniem i otworzyły mu drogę do kolejnych zamówień. W 1628 pracował dla Mercedariuszy z San José de la Merced Calzada w Sewilli. W 1634–35 pracował przy dekoracji królewskiej rezydencji Buen Retiro w Madrycie i również w tych latach otrzymał od Ferdynanda IV tytuł malarza królewskiego. W 1658 przeniósł się do Madrytu. Kryzys ekonomiczny jak i spadek zainteresowania jego twórczością sprawiły, że Francisco Zurbarán zaczął malować obrazy na sprzedaż do hiszpańskich kolonii w Ameryce Południowej, w czym pomogła mu osiadła w Peru rodzina jego żony. Zmarł 27 VIII 1664 w Madrycie.

Dzieła artysty cechuje bardzo duży realizm w ujmowaniu scen religijnych, niemal rzeźbiarski modelunek postaci oraz religijne zaangażowanie połączone ze znakomitym oddaniem materii. Początkowo operował intensywnymi kontrastami światła i cienia, uzyskując efekt mistycznej ascezy. Jednak pod koniec życia tworzył obrazy o charakterze bardziej sentymentalnym. Światło w jego obrazach stało się spokojniejsze i bardziej jednorodne, napełniając kompozycję świetlistą aurą. Zurbarán był także mistrzem martwych natur o niezwykłej, niemal mistycznej ekspresji, skomponowanych z niewielu mocno oświetlonych elementów. A jednym z obrazów, które najbardziej mi się podobały… o nie wróć! Najpiękniejszym obrazem, przy którym stałam przez pół godziny! (A spośród tych 3 godzin to przecież bardzo dużo i gdybym mogła stałabym przed nim całe życie.) Haniebnie moim zdaniem powieszonym na ścianie w rogu, pomiędzy dwiema parami drzwi (łuków?), właściwie przez większość ludzi odwiedzających muzeum niezauważonym obrazie tego wspaniałego malarza, pt.

Agnus Dei”, co w przetłumaczeniu na język polski oznacza „Baranek Boży”. Moim zdaniem najpiękniejszy obraz w CAŁYM Prado. Ciemne tło, a w półmroku na kamiennym blacie bokiem leży baranek mający od ośmiu do dwunastu miesięcy. Jeszcze żyje, spoczywa ze związanymi stopami (kopytkami) w niewinnej ofiarnej postawie. Z niesłychaną wiarygodnością przypominający wizerunki znanych świętych męczenników. Oczy jego są magiczne, smutne. Wyglądają jakby ofiara pogodzona była już ze swoim losem. Patrząc na niego odczuwamy smutek, ale jednocześnie błogi spokój. Nie widać tu chaosu, przerażenia. Patrząc na obraz chce się powiedzieć „niech się stanie to, co ma” bez żadnych wielkich odczuć, czy uczuć. Artysta namalował tego baranka w najbardziej niewiarygodnie możliwy sposób, jaki mam nadzieję, ze kiedyś będzie mi dany osiągnąć. Przechodząc przez tę salę przez chwilę zastanawiałam się: „ dlaczego tam leży żywe zwierzę?”, a gdy podeszłam bliżej obrazu wcale to wrażenie nie znikało. Francisco de Zurbarán namalował prawdziwe zwierzę: ciepłe, oddychające, którego krew zostanie za chwilę przelana. Każdy kłębek, każdy skrawek jego futra, oklapnięte ucho, czy nawet róg z lewej, który półkoliście opada za uchem, a drugi za szyję jest oddany z niezwykłą dbałością o najmniejszy szczegół. A ta jego wełna! Aż chce się ją chwycić i dotknąć, i złapać, i głaskać. Wygląda tak miękko.. tak cudownie… Ten ofiarny baranek jest symbolem męki i zmartwychwstania Chrystusa, triumfu życia nad śmiercią. Myślę, że Francisco de Zurbarán nawiązywał do Księgi Izajasza (Iz 537):
Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić,
nawet nie otworzył ust swoich.
Jak baranek na rzeź prowadzony,
jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich.

Niemniej jednak patrząc na tego baranka nie od razu odsłania się religijny sens tego przedstawienia, bowiem mistrz hiszpańskiego baroku podkreślił bardziej blask wełny oraz lśniącą czerń tła. Po obrazie można stwierdzić, że autor bardzo dobrze również posługiwał się światłocieniem. Można to stwierdzić dlatego, że światło padające z lewej strony wydobywa delikatny łeb zwierzęcia i rozjaśnia biało-beżowe, wełniane, gęste runo na tułowiu, podbrzusze i zad zatopiony w półcieniu, a skryty w cieniu ogon zwisa z blatu. Na obrazie dominują brązy, biel i beż. Jego tylne nogi są wsunięte między przednimi, wysunięte są one za blat, a na przedniej nodze znajduje się podwójny rzemień. Płakać mi się chce gdy patrzę na ten obraz. Choć powoduje we mnie dość mieszane uczucia. Patrząc na ten obraz doznaję wszelakich odczuć smutku, przygnębienia, które spowodowane są tym, że ma on związane nogi i wiedzą, że za chwilę on nie będzie żył. Również spokoju, wyciszenia – mam chęć rozmyślania nad swoim dalszym losem patrząc na jego smutne, spokojne, prawie czarne oczy. Zachwytu i chęci powiedzenia: „jaki ten baranek jest słodki”, gdy patrzę na jego miękką wełnę. Denerwuje mnie tylko miejsce, w jakim ten wspaniały obraz się znajduje. Moim zdaniem powinien on być umieszczony w osobnym, dużym, cichym, pustym pomieszczeniu, bo na to zasługuje. Jak już mówiłam to jeden z moich ulubionych obrazów i poleciłabym go każdemu człowiekowi, jaki chodzi po Ziemi, by wybrał się do Madrytu do Muzeum Prado i poszukał obrazu w kącie pomiędzy dwoma przejściami…

Zurbarán namalował sześć wersji tego tematu, z niewielkimi tylko zmianami.

Bibliografia

http://audiodeskrypcja.bs.katowice.pl/wp-content/uploads/2014/02/Francisco-de-Zurbaran-opis02.pdf

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Strona_g%C5%82%C3%B3wna

Autor: Adrianna Gruszka, Liceum Plastyczne w Poznaniu